Zasada zamienności

Przypuśćmy jednak, że ktoś nie miał tyle szczęścia, przeciwnie, w przeszłości wchłonął w siebie masę depre­cjonujących komunikatów słownych, wskutek czego pow­stał u niego nawyk obrzucania się pretensjami: ?Ale ze mnie zero z matmy!”; ?Taki jestem w gorącej wodzie kąpany, że tylko patrzeć, jak wpadnę w tarapaty”. Czy można jakoś temu zaradzić? Z pewnością. Można zacząć od zapoznania się z prawem zamienności, a następnie za­stosować je w praktyce. Oczyszczanie umysłu z treści destruktywnych odbywa się poprzez napełniania go my­ślami budującymi i zachęcającymi, tak aby zajęły one miejsce tych poprzednich.

Wszystkiego uczymy się w trakcie praktyki, tak jest i z umiejętnością życzliwego myślenia o samym sobie. Zatem jadąc rano do pracy, można tytułem eksperymentu ćwiczyć następujący monolog myślowy:

?No, dobra, nauczę się dzisiaj rozmawiać z sobą życz­liwiej. Co dobrego mogę powiedzieć? Hm, jadę do pracy o czasie – to dobrze. Miło jest się nie spieszyć, można być uprzejmiejszym dla innych użytkowników jezdni. Kiedy mam na to czas jak dzisiaj, lubię być ostrożny. O, zatrzy­mam się i przepuszczę tę panią, widać, że jej sit; spieszy. Takie drobne szarmanckie gesty sprawiają mi zawsze dużą przyjemność. Nie lubię, gdy ktoś mnie prosi o wielką przysługę. Uuu! To było niedobre. Typowy przykład tego, co robię na co dzień. Jakby to ująć inaczej, żeby zabrzmiało zachęcająco? Może tak: Chciałbym nabrać zwyczaju wy­świadczania ludziom ważnych przysług. Byłoby mi pew­nie tak samo przyjemnie, jak choćby teraz, kiedy ustąpiłem tej pani pierwszeństwa.

No a dzisiejszy dzień pracy? Spójrzmy, jak sprawy sto­ją. Co takiego mogę powiedzieć, żeby wprawić się w dobry nastrój? Hm, zacznijmy od tego, że w zeszłym miesiącu sporządziłem dla nowo przyjętych pracowników więcej har­monogramów zajęć niż kiedykolwiek. Joe jest pewnie z tego zadowolony. Zaczynam myśleć, że stanowię istotne ogniwo całego procesu naszej działalności. Pomagam utrzymywać morale. Aha, warto pamiętać, co w zeszłym tygodniu po­wiedziała Patti: że dzięki mnie w biurze jest weselej. Miły komplement. I wcale nie przesadny, między nami mówiąc. Ale wróćmy do dzisiejszego ranka. Na ogół nie mam nic przeciwko chodzeniu do biura, słowo. Mogę nawet powie­dzieć więcej: lubię to miejsce. Nienawidzę tylko papierko­wej roboty. Stop! Znowu ta sama śpiewka. Wróć. Założę się, że dziś jeszcze przed lunchem wykończę tę górę papierów, która piętrzy się na moim biurku. Lunch będzie dzięki temu jeszcze przyjemniejszy. Zjem go razem z Tomem. Zawsze cieszę się na to już z góry. Tom liczy się z moją opinią. Gdyby to zależało od niego, myślę, że chętnie powierzyłby mi całość finansów firmy.”

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.