Ciągle się uczą

Wielki malarz francuski, Renoir, zakosztował pod koniec życia nie lada triumfu. Jako jeden z czołowych przedstawicieli impresjonizmu, był w mło­dości odsądzany od czci i wiary za swoją twórczość; na starość stał się obiektem hołdów, a marszandzi z całego świata ubiegali się o jego płótna. Mimo ciężkiej choroby, Renoir nie przestał malować. Syn wielkiego malarza, Jean Renoir, pisze:

Ciało jego ogarniał postępujący z dnia na dzień para­liż. Powyginane palce nie mogły już nic utrzymać… Skóra stała się tak wrażliwa, że ranił ją dotyk drewnia­nej rękojeści pędzla. Aby temu zapobiec, wkładał w zagłębienie dłoni kawałek płótna. Trudno powie­dzieć, że te powykrzywiane palce trzymały pędzel… pełniły one raczej funkcją uchwytu. I w taki sposób malował swoje ? Kąpiące się „, płótno, które dziś wisi w Luwrze. Uważał je za swe szczytowe osiągnięcie. Czuł, że ten obraz stanowi sumę jego dotychczasowych poszukiwań, a równocześnie jakąś odskocznią do przyszłych, jeszcze innych dociekań… Na tle uprosz­czonej do minimum palety barw tego płótna, od minia­turowych ?kropelek” koloru, przypadkiem jakby roz­sianych po jego powierzchni, tym wspanialej odbijały wszystkie odcienie złota i purpury, ciepły blask ciał pulsujących młodą, zdrową krwią, zalanych magicz­nym, wszystko przenikającym światłem.

Jean Renoir opowiada dalej o ostatnim dniu swego ojca:

Jakaś infekcja płuc przykuła go do łóżka. Poprosił o farby i pędzle, i zaczął malować anemony, których nazbierała dla niego nasza poczciwa służąca Nenette. Na kilka godzin tak zupełnie pochłonęły go te kwiaty, że zapomniał o swoim cierpieniu. Skończywszy skinął na kogoś, oddał mu pędzel i powiedział: ?Zdaje się, że teraz zaczynam coś z tego rozumieć”.

?Zdaje się, że teraz zaczynam coś z tego rozumieć” – jakież to typowe dla wielkiego indywidualisty, dla wiecznie po­szukującego twórcy. Tacy ludzie niezależnie od wieku zawsze żyją na krawędzi poznania, na skraju nie odkrytych lądów i nowych olśnień.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.