Znaczenie rodziny

Część kobiet wpada w panikę pod wpływem lektury różnych sondaży i badań socjologicznych, które kończą się zazwyczaj wnioskiem: kobieta po trzydziestce, zwłaszcza z dyplomem uniwersyteckim, ma dość nikłe szanse na zamążpójście. Osobiście jestem większym optymistą pod tym względem, bo oglądałem niejedną taką panią na ślub­nym kobiercu. Prawdą jest natomiast, że obecnie trudno liczyć na stuprocentową trwałość przyjaźni, na to, że po­zostanie się w jej kręgu do końca życia, i właśnie dlatego tak wielkie znaczenie ma szersza, bardziej rozgałęziona sieć związków rodzinnych, która zapewnia nam oparcie psychiczne i uczuciowe. Ważną gałęzią tej sieci jest dalsza rodzina-ciotki, wujowie, siostrzeńcy, kuzynostwo, dziad­kowie.

Pewna moja znajoma, obecnie 45-letnia pani, mawia, że każde odwiedziny u rodziców w Indianie wywołują w niej ?mieszane uczucia”. Nawiązuje wtedy kontakty z rozmaitymi krewnymi, o których wie, że ich więcej nie zobaczy, a rodzice… cóż, z rodzicami jest zawsze tak sa­mo: co najmniej raz musi się z nimi pokłócić.

– Ale to jednak ważne, żeby trochę pobyć z rodziną – mówi. – Przyglądam się dziwactwom mojej babci, za­chowaniu rodziców i już wszystko wiem: Aha, to po nich mam tę cechę, to dlatego tak reaguję! Czasami mówię sobie: Oj, dobrze, że odziedziczyłam to w spadku, ale tamto, o nie! Tamtego muszę się pozbyć! Wracając do domu czuję, że teraz lepiej znam siebie. W jakiś sposób jaśniejsze staje się dla mnie to, kim jestem, jakie są moje korzenie i do czego dążę.

Wspomniana znajoma to mądra kobieta. Tylu z nas przecięło więzy z własną przeszłością, przenosząc się na odległość setek kilometrów od rodzinnego domu! Postę­pujemy tak, jakbyśmy pochodzili z Kosmosu, jakby nigdy nie istniały nasze korzenie: przodkowie, którzy przekazali nam nazwisko, rodzinne skłonności, charakterystyczne ce­chy fizyczne. Tak, rodzina to ?worek z mieszaną zawarto­ścią” -jak mawia moja znajoma – ale ludziom potrzebne są związki z całym pokoleniowym dziedzictwem. Dzięki nim człowiek uświadamia sobie sprawy proste, a wielkie: że komuś jest dobrze znany, że ktoś dał mu nazwisko, że cały rodzinny klan pamięta jego imię. Takie związki umacniają nasze bezpieczeństwo psychiczne, bo jak po­wiada znany amerykański pisarz John Dos Passos: ?Świa­domość więzi pokoleniowej jest jak lina ratunkowa, która znika, zanim zdołamy ją zarzucić na ten straszliwy ląd teraźniejszości”.

Nie znam innego sposobu tak doskonale umacniające­go pewność siebie, jak właśnie rozległa sieć przyjaciel­skich związków, pełnych akceptacji i miłości. Osoby przy­chodzące do mnie po poradę są często w opłakanym stanie nie z innego powodu, jak tylko z braku miłości. Ci ludzie wprost krzyczą całą swoją postawą: ?Błagam, niechże mnie ktoś pokocha!” Poprawa następuje dopiero wtedy, kiedy się uspokajają, przestają żebrać o miłość i sami za­czynają kochać. Trzeba znaleźć w swoim otoczeniu czło­wieka, któremu można by wyświadczyć przysługę, posłać mu słowo otuchy, otoczyć ramieniem, może nawet poko­chać. Kiedy próbujemy rozpostrzeć ?przyjacielską siatkę” jedynie dla korzyści, które sami mamy nadzieję odnieść, sprawa zwykle kończy się fiaskiem, ale gdy zaczynamy szukać ludzi potrzebujących, gdy jako pierwsi ofiarowuje­my im uczucie – miłość sama nas zaskakuje swą potęgą, niczym powracająca fala.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.