Urzędnicy między sobą a petenci

W wyniku dłuższej wspólnej pracy wytwarzają się bardziej bezpośrednie stosunki między urzędnikami. Jednak zażyłość ta nie jest na pokaz, nie jest prze­znaczona dla interesantów, którzy przychodząc do- urzędu w celu załatwienia nieraz ważnych spraw, chcą mieć do czynienia z osobami zachowującymi powścią­gliwości i powagę. Prywatne stosunki, wyrażające się w bezpośrednich formach postępowania, muszą ustą­pić miejsca bardziej oficjalnym, co oczywiście nie oznacza, że osoby mówiące sobie po imieniu muszą w obecności petentów zwracać się do siebie per pars lub per towarzysz.

Pracownicy urzędujący w jednym pomieszczeniu nie prowadzą w obecności petentów ani rozmów pry­watnych, ani służbowych, dotyczących wewnętrznych spraw urzędu. Nie wszczynają również sporów na’ temat wadliwego współdziałania stanowisk pracy. Tego- rodzaju postępowanie obniża prestiż nie tylko pra­cownika, ale i urzędu, który on reprezentuje.

Urzędnicy w miarę potrzeby wzajemnie sobie po­magają: sugerują zastosowanie odpowiednich przepi­sów, wskazują na precedensowe rozwiązania, dzielą się doświadczeniami. Niekiedy jednak życzliwa pomoc- staje się uciążliwa, bo przybiera formę wnikania w pracę innych. I tak, jeden z urzędników prowadzi roz­mowę z petentem, ale raz po raz wtrąca swoje uwagi inny urzędnik, pracujący w tym samym pokoju. Bar przejmuje nawet inicjatywę, wysuwa się na pierwszy plan, wszczyna dyskusję. Urzędnik załatwiający spra­wę petenta stara się opanować sytuację, ale nie przy­chodzi to łatwo. Ponieważ podobna praktyka powtarza, się i utrudnia pracę, należało przedsięwziąć jakieś środki. Można było powiedzieć kilka przykrych słów,, co również nie świadczyłoby najlepiej o delikatności,, albo też wybrać inną drogę. Zamiast zgłoszenia pre­tensji można po prostu powiedzieć: ?Znana mi jest życzliwość kolegi, ale chciałbym sam prowadzić roz­mowę z petentem. W miarę potrzeby zwrócę się oczy­wiście o pomoc”.

W urzędach można spotkać też zjawisko spychania odpowiedzialności na kolegów i ujawniania wobec pe­tentów złych stosunków panujących między urzędni­kami. Oto zgłasza się petent po odbiór zaświadczenia, które jednak nie zostało przygotowane w ustalonym terminie. Urzędniczka informuje: ?Nie mogę odnaleźć akt. Sprawą zajmuje się koleżanka, która właśnie wyszła i ? jak zawsze ? nie przekazała żadnych in­formacji. Nie mogę ponosić odpowiedzialności za ba­łagan spowodowany przez innych. Proszę przyjść jutro”. Nie najlepiej to świadczy o organizacji pracy i wzajemnych stosunkach panujących wśród urzęd­ników.

Nie można wyżej podanych przykładów uogólniać, gdyż są różni urzędnicy. Jedni są lepiej przygotowa­ni do wykonywania swoich obowiązków, a inni gorzej, jedni odznaczają się kulturą osobistą, okazują uprzej­mość i życzliwość, a drudzy mają poważne braki w przygotowaniu, nie zawsze rozumieją swoją rolę, by­wają zbyt swobodni i bezceremonialni w obejściu.

Musimy jednak przyjąć, że przed nami stoi pilne zadanie zmierzające do usprawnienia pracy urzędów i podniesienia na wyższy poziom ich pracowników. Tymczasem nasze instytucje wychowawcze wciąż jesz­cze nie przywiązują większej wagi do wyposażenia swych wychowanków w wiedzę dotyczącą stosunków międzyludzkich i nie wyrabiają w dostatecznym stop­niu umiejętności współżycia. Wydaje się, że zreali­zowanie tego zadania wymagałoby wprowadzenia do programów nauczania specjalnego przedmiotu, który mógłby się na przykład nazywać: etyka stosunków międzyludzkich.

Nie można jednak za wszelkie zaniedbania w przy­gotowaniu pracowników obarczać jedynie instytucji wychowawczych. Wiele trudności wynika ze złej woli samych urzędników, ich lekceważącego stosunku do pracy w ogóle. Nie bez winy są równie przełożeni, którzy ? sami nie dając dobrego przykładu ? są po­błażliwi wobec podwładnych naruszających normy moralne i reguły obyczajowe i zapominają o służeb­nej roli urzędów w stosunku do społeczeństwa, a czę­sto sami tych zasad i reguł po prostu nie znają.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.