Sąsiedzi

Pod wspólnym dachem domów miejskich przeby­wają setki ludzi. Mieszkają oni wprawdzie w ?swoich czterech ścianach”, ale mają sąsiadów pod sobą, nad sobą i obok, sąsiadów, którzy różnią się wiekiem i wykształceniem, zawodem i zainteresowaniami, oby­czajami i stylem życia. Za każdym progiem znajduje się więc inny świat… Staje się to niekiedy źródłem nieporozumień, utrudniających zgodne współżycie. I tak np. starsi ludzie, zmęczeni długą pracą zawodową, pragną spokoju, denerwują ich głośne harce rozbawio­nych dzieci w sąsiednim mieszkaniu. Tymczasem ro­dzice tych dzieci są zadowoleni, że ich pociechy wesoło się bawią, samodzielnie organizują swój czas. Rodzice po prostu zapominają, że nie mieszkają sami, a ich dzieci naruszają spokój innych. Nie znaczy to oczywiś­cie, że wychowujemy małe ?kukiełki” ? ciche, zastra­szone i zbyt spokojne ? ale umiar jest tu ze wszech miar pożądany.

We wspólnym wielkomiejskim domu, człowiek jest niemal anonimowy. Jego kontakty towarzyskie znaj­dują się bowiem z dala od miejsca zamieszkania, czę­sto nawet w innych dzielnicach miasta. Dotyczy to zakładu pracy, instytucji kulturalno-rozrywkowych i usługowych, przyjaciół i znajomych. Wartki tryb ży­cia powoduje, że człowiek we własnym mieszkaniu szuka spokoju, unikając stosunków towarzyskich z sąsiadami. Dawniej można było udać się do sąsiadki, aby pożyczyć szczyptę soli, czasem jakieś naczynie lub narzędzie. Dziś raczej to się nie zdarza. W efekcie nie ma plotek, nikt nie przychodzi kilka razy dziennie bez zapowiedzi i nie przeszkadza w realizacji zaplano­wanych zajęć. Nowy mieszkaniec nie składa też wi­zyt nawet najbliższym sąsiadom, ale w czasie przy­padkowego spotkania może się przedstawić, zamienia­jąc kilka słów.

Nie oznacza to wcale, że mieszkańcy jednej klatki schodowej są głusi i ślepi na wszystko, co się wokół dzieje. Wśród sąsiadów znajdują się niekiedy ludzie starsi, nie w pełni sprawni fizycznie. Załatwienie drob­nej sprawy w administracji czy nawet kupno gazety stwarza im duże trudności. Pomagając tym ludziom, dajemy dowody pięknej bezinteresownej życzliwości.

W każdym domu jest regulamin, który określa, obo­wiązki administracji, gospodarza domu i mieszkań­ców. Konsekwentne jego przestrzeganie ma niewąt­pliwie duży wpływ na wytworzenie dobrych stosun­ków. Życie jednak we wspólnym domu nie daje się uregulować wyłącznie przepisami. Regulamin naka­zuje zachowanie ciszy między godziną 22.00 a 6.0-0. Można jednak dokuczyć sąsiadom w innym czasie, gra­jąc np. zbyt głośno na instrumentach muzycznych czy też chodząc w tzw. chodakach po mieszkaniu. W ukła­daniu zatem wzajemnych stosunków ważna rola przy­pada kulturze osobistej współmieszkańców.

Domy są na ogół akustyczne, co dodatkowo umożli­wia naruszanie spokoju sąsiadów. Głośne rozmowy i śpiewy w późnych godzinach nocnych, trzaskanie drzwiami, nastawianie radia i telewizji ponad normal­ną potrzebę, branie kąpieli i uruchamianie pralki po godzinie 22.00 ? oto niektóre tylko ?przedsięwzięcia” świadczące, że nie liczymy się z innymi współmiesz­kańcami, postępując w swoim mieszkaniu według za­sady: ?wolnoć Tomku w swoim domku”.

Kto jest zatem dobrym sąsiadem? Oczywiście ten, którego się najmniej słyszy. Okazuje on szacunek są­siadom, nie narusza ich spokoju. Czy nie prowadzi to jednak do tego, że stajemy się niewolnikami we włas­nym mieszkaniu? Odpowiedź jest jednoznaczna ? nie, bo i nasi sąsiedzi powinni również stosować się do tych samych zasad, co zapewnia obu stronom spokój i harmonijne współżycie.

Od czasu do czasu jednak zapraszamy gości, z któ­rymi nie będziemy przecież rozmawiać szeptem i któ­rych nie zmusimy do opuszczenia naszego mieszka­nia tuż po wybiciu godz. 22.00. Ale nasi sąsiedzi urzą­dzają również kilka razy do roku spotkania towarzys­kie, i, tak jak my, naruszają spokój. Na to już nie ma rady. Chcąc jednak przygotować sąsiadów, infor­mujemy o planie zaproszenia gości i jednocześnie przepraszamy, że wieczorem określonego dnia będzie trochę głośniej. Sąsiedzi mogą pójść do kina, teatru lub zaplanować jakieś inne zajęcia.

Znacznie gorzej bywa jednak, gdy spotkania towa­rzyskie, np. brydż, odbywają się na przemian np. raz na tydzień. W rezultacie w jednym tygodniu słychać głośne rozmowy i gwałtowne, niepohamowane śmie­chy do późnych godzin nocnych, a w następnym tygod­niu samotnie pozostawiony pies wydaje godzinami ża­łosne odgłosy. Dodajmy, do tego, że po zakończeniu spotkania goście żegnają się na klatce schodowej długo i głośno. A co o tym myślą bliscy sąsiedzi i mieszkań­cy innych pięter?

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.