Czy tusza da się lubić?

Pewien znany mi młody pracownik college’u, na tyle przystojny, że mógłby zdobyć względy każdej chyba dziewczyny w campusie, wybrał sobie sympatię ze sporą nadwagą. Dlaczego? Odpowiedział mi na to bez wahania:

–    Kiedy ją poznałem, uderzyło mnie jedno: jest gruba, a mówi o swojej tuszy otwarcie i wcale się nią nie przej­muje. To najbardziej kochająca, najmilsza ze znanych mi kobiet, a co najważniejsze, bez kompleksów. Moje po­przednie sympatie przeważnie wyglądały jak modelki, a mimo to bez przerwy jęczały, że tyją, że za dużo jedzą, a mnie zamęczały ciągłym wyliczaniem swoich urojo­nych braków.

Jak widać, cała sztuka polega na tym, żeby albo zmie­nić coś w swojej powierzchowności, albo ją zaakceptować. Siedzenie z założonymi rękami i zadręczanie się własnym wyglądem ma jedynie ten skutek, że jeszcze bardziej ob­niża pewność siebie. Osoba gruba ma po prostu dwie możliwości: zastosować dietę i ćwiczenia fizyczne albo postanowić: ?No i dobrze, będę teraz taką właśnie trochę okrąglejszą osóbką, która zamierza cieszyć się życiem, w tym także każdym smakowitym kąskiem”. Zdecydowa­nie zaś trzeba odrzucić możliwość trzecią, która sprowadza się do tego, że co prawda nie walczymy z nadwagą, ale za to w każdej dosłownie sytuacji – na przykład w drodze do pracy – rozpoczynamy wciąż tę samą litanię narzekań: ?Ależ ja jestem gruba! Koniecznie coś z tym muszę zrobić. Czemu nie stać mnie na trochę samodyscypliny? Och, jak paskudnie wyglądam!”

Najlepszym przykładem zdrowych poglądów na spra­wy ciała jest dla mnie pewien duchowny, który mimo przekroczonej osiemdziesiątki może się poszczycić ideal­ną kondycją fizyczną. Od czasu do czasu udaje się on do swej odludnej górskiej chaty, gdzie modli się i pracuje.

Dookoła nie ma żywego ducha – mówi – więc często rozbieram się do naga i pozwalam sobie krzątać się tak koło domu, niczym nie skrępowany, z błogim uczuciem absolutnej wolności. W człowieku tym nie ma ani krzty narcyzmu, a jego uduchowienie i rygorystycznie przy­kładny tryb życia budzą podziw. Według mnie postawa tego duchownego to wzór integracji ciała i ducha. Postawa ta przypomina o tym, że powinniśmy być bardziej wrażli­wi na doznania zmysłowe i sygnały, które przesyła nam ciało, pamiętając, że ciało to nie nasza własność, ale że stanowi ono część naszej osoby.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.