?Przepraszam, że żyję!”

?Pokaż mi swoje ulubione fragmenty Biblii, a dowiesz się o sobie mnóstwa ciekawych rzeczy” – mówi dr Lars Grandberg. I rzeczywiście, aż dziw bierze patrzeć, jak bardzo niektórych ludzi pociągają wciąż te same fragmenty o potępieniu czy psalmy o gniewie Bożym. Zwolennicy etyki świeckiej gromią kościelnych aktywistów za tę ob­sesję grzechu, winy i samobiczownictwa, ale czy tak naka­zuje sama Ewangelia? Nie, główną tego przyczyną jest znów pomieszanie pojęć, błędne przeświadczenie, że im ktoś jest bardziej dla siebie surowy, tym mniej grzeszny, że największą przyjemność sprawia Panu Bogu tarzający się w prochu pokutnik, nieustannie zabiegający o przeba­czenie. Poczucie winy w przedziwny sposób staje się tu oznaką pobożności.

Tymczasem taka postawa to czyste nieporozumienie i błąd. Gdy modlitwa sprowadza się wyłącznie do wylicza­nia Bogu samych tylko niegodziwych postępków i zaniechan w świadczeniu dobra (tak jakby On sam tego nie widział i był dopiero przez nas informowany), mamy do czynienia z czymś zupełnie przeciwnym wspaniałej Bożej łasce, o której mowa w Piśmie św.

Przypuśćmy, że regularnie jadam lunch z przyjacielem, ale w czasie tych spotkań nic innego nie robię, tylko wygła­szam samo oskarżycielskie tyrady: ?Ach, jaki jestem okrop­ny, ach jak daleko odbiegam od modelu przykładnego chrześcijanina!” Łatwo przewidzieć, co się stanie – przyja­ciel zacznie mnie unikać. Żadna to przyjemność obcować z ludźmi, którzy wciąż tylko biją się w piersi. ?Przepraszam, że żyję!” Z pewnością nie to chciał Bóg słyszeć, gdy nas tworzył.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.