Autorytet moralny i urzędowy

W hierarchii służbowej szczególnie ważna i odpo­wiedzialna rola przypada kadrze kierowniczej, od któ­rej wymaga się wysokich kwalifikacji zawodowych i politycznych, doświadczenia oraz zdolności organiza­cyjnych. Ale nie tylko, gdyż kierowanie nowoczesnym zakładem lub tylko jego częścią związane jest w du­żym stopniu z umiejętnością współpracy z ludźmi. Dla­tego też kwalifikacje kadry kierowniczej nie mogą się ograniczać do posiadania tytułu magistra inżyniera z zakresu np. handlu zagranicznego lub ekonomii. Sprawne kierowanie załogą wymaga również poznania takich dyscyplin naukowych, jak: psychologia, pedago­gika i socjologia pracy, bo dobry przełożony powinien być jednocześnie dobrym wychowawcą.

Nominacja na kierownicze stanowisko daje autorytet urzędowy, co upoważnia do podejmowania decyzji, wydawania nakazów i zakazów. Jednakże, chcąc do­brze kierować wydziałem, departamentem czy też za­kładem, trzeba mieć również autorytet moralny, który zdobywa się w codziennej pracy godną uwagi postawą, zaangażowaniem, solidnością, kulturalnym zachowa­niem się, dostrzeganiem u każdego pracownika wszy­stkiego, co w nim jest dobre i zasługuje na uwagę Tylko taki przełożony budzi sympatię, szacunek, nie­wymuszony posłuch.

Przełożony posiadający autorytet moralny nie przy­wiązuje większej wagi do zewnętrznych atrybutów władzy. Nie pragnie, by jego gabinet był wyłożony kosztowną boazerią a biurko zdobiło kilka telefonów. Nie komenderuje też ludźmi, nie pokrzykuje, nie pod­kreśla swej roli, nie ?gasi” pracowników na zebraniach i nie tworzy dystansu wokół swojej osoby. Do takiego zwierzchnika pracownicy zwracają się, prosząc o po­radę, nawet w najtrudniejszych sprawach osobistych.

Wśród kadry kierowniczej szczególna rola przypada dyrektorowi, który jest pracownikiem pierwszej rangi w zakładzie i jednoosobowo nim kieruje. Odpowiada on przy tym za realizację planów i zachowanie załogi, za stan maszyn i urządzeń, słowem ? za wszystkich i wszystko. Jednakże dyrektor nie może zapominać, że zakład pracy jest własnością grupową lub ogólnona­rodową; nie jest on jego właścicielem, a załoga nie jest tylko siłą roboczą. Stosunki między przełożonymi i podwładnymi powinny się zatem układać na zasa­dzie partnerstwa.

Pracując w klimacie socjalistycznego państwa, dy­rektor liczy się w podejmowaniu ważniejszych decyzji ze stanowiskiem czynników społeczno-politycznych i rady pracowniczej. Wymaga to ze strony dyrektora ułożenia dobrej współpracy, taktownego zachowania się, wymaga umiejętności zgodnego współżycia, wy­tworzenia i utrzymania dobrych stosunków między­ludzkich, które ? jak wiemy ? korzystnie wpływają na wyniki pracy.

Niekiedy dyrektorzy stają się sztywni, niedostępni, pewni siebie, zapominają o obowiązku szanowania in­nych ludzi, ba ? wszystko wiedzą najlepiej. Na ze­braniu dyrekcji jeden z jej uczestników chce przed­stawić swój punkt widzenia na rozwiązanie ważnego problemu zakładu, ale dyrektor przerywa mu w po­łowie i referuje swoje stanowisko, dodając, że jest ono obowiązujące. Inny znowu pracownik przedstawia ak­tualne problemy zakładu, ale dyrektor w tym czasie zajmuje się porządkowaniem dokumentów w teczce, a twarz jego wyraźnie wskazuje, że nie jest zaintere­sowany wypowiedzią. W tej sytuacji osobie referującej wypadałoby przerwać swoje przemówienie i oświad­czyć, że postara się je dokończyć na następnym spot­kaniu. Tak się jednak nie stało. A szkoda?

I jeszcze jeden przykład, tym razem zaczerpnięty z prasy. Emerytka z tytułem ?mgr inż.” w artykule zatytułowanym: Wcześniejsze przejście na emeryturą pisała: ?Nie znosiłam układów i stosunków w moim zakładzie; nie mogłam się pogodzić z lekceważeniem i pogardliwym stosunkiem do podwładnych, których niektórzy szefowie-autokraci szantażowali premią lub nagrodą”.

Nie wiele jest warte nawet dobre stanowisko w pra­cy, jeśli pracownik spotyka się ze strony przełożonego z brakiem poszanowania, jeśli podstawą współżycia w zakładzie nie są obowiązujące normy moralne i reguły obyczajowe ? uprzejmość i życzliwość. ?W warun­kach wzajemnej życzliwości ? pisze S. Garczyński ? człowiek myśli, porusza się i działa sprawniej niż w warunkach psychicznie niekorzystnych i ? co za tym idzie ? pracuje z mniejszym wysiłkiem, a z lepszym rezultatem”. Dobry dyrektor szanuje więc godność pracownika, okazuje zainteresowanie jego poglądami, docenia zgłaszane innowacje, wysłuchuje uważnie wy­powiedzi i analizuje proponowane wnioski. Jeśli jed­nak podwładny nie ma warunków do aktywnego uczestniczenia w rozwiązywaniu aktualnych proble­mów ? nie utożsamia się z życiem zakładu, przybiera bierną postawę, co oczywiście nie pozostaje bez wpły­wu na stosunek do powierzonych obowiązków.

Przełożony w codziennym swoim postępowaniu nie powinien robić nic takiego, co podrywałoby autorytet współpracowników. Nie wypowiada krytycznych uwag wobec sekretarki, kierowcy i innych pracowników. Sza­nując jednak godność innych, nie może ani na chwilę zapomnieć o konieczności poszanowania godności włas­nej. Narusza ją, gdy nie dotrzymuje danego słowa, zmienia powzięte decyzje bez uzasadnionych powodów, jest uniżony wobec swoich zwierzchników i butny w stosunku do podwładnych. Zwierzchnik narusza też wyraźnie własną godność nadużywając alkoholu i dą­żąc do osiągnięcia własnych celów wszystkimi dostęp­nymi środkami.

Każdy przełożony ma również swego przełożonego, któremu podlega oraz od którego otrzymuje instrukcje i polecenia. Jesteśmy niekiedy zbyt grzeczni, usłużni, by nie powiedzieć uniżeni w stosunku do swoich prze­łożonych i zbyt apodyktyczni, szorstcy wobec podwład­nych. Sytuację tę świetnie przedstawia znany grafik i humanista Szymon Kobyliński. W jego karykaturze przełożony rozmawiający ze swoim przełożonym ma wyraz twarzy uśmiechnięty, rozpromieniony, wyraża­jący pokorny szacunek. W rozmowie zaś z podwład­nym twarz jego jest sroga, znamionująca wyniosłość, pewność siebie. Stosunek do przełożonych i do pod­władnych jest więc miernikiem naszej kultury osobi­stej.

Żyjemy w czasach wielkich przeobrażeń społecznych i politycznych oraz ogromnego rozwodu nauki i tech­niki. W naszym kraju dochodzą do tego dodatkowe problemy wynikające z wprowadzania reformy gospo­darczej. Wszystko to wymaga nie tylko podniesienia kwalifikacji, ale i zmiany sposobu myślenia i działa­nia zarówno przełożonych, jak i podwładnych. Wyniki pracy każdego zakładu zawsze zależały w dużym stop­niu od dobrego wywiązywania się ze swoich obowiąz­ków kadry kierowniczej, od tego, czy cieszyła się ona autorytetem moralnym czy też nie. Dziś jednak, gdy wprowadzamy nowy ład, sprawa autorytetu moralne­go przełożonych zajmuje miejsce specjalne.

A podwładni? Biorąc pod uwagę stosunek do prze­łożonych możemy wyróżnić podwładnych o dużym po­czuciu godności osobistej, posiadających własne zda­nie, grzecznych, zdyscyplinowanych i nic więcej. Ale spotykamy także podwładnych, o których mówimy, że są usłużni, nadskakujący i obłudni. Tacy zauważą na­wet, że przełożony zawiązał dobrze pasujący krawat, odpowiednio uczesał włosy, po wyjściu jednak z gabi­netu poddadzą krytyce jego pomysły i brak gustu w doborze garderoby. O ile postawa pierwszej grupy jest godna szacunku, o tyle drugiej ? budzi niesmak, nie­chęć. Prawdę tę świetnie wyraził grecki filozof Diogenes, słynny mieszkaniec beczki, odznaczający się cię­tym dowcipem. Powiedział on: ?Z dzikich zwierząt najgorszy jest oszczerca; z oswojonych ? pochlebca”. Diogenes żył jednak w starożytnej Grecji, dwadzieścia kilka wieków temu. Od tamtych czasów nastąpiły ogromne przeobrażenia na świecie. Zmienił się rów­nież człowiek, poszerzył swoją wiedzę, poznał i opano­wał tajniki przyrody, lepiej nauczył się żyć w społe­czeństwie. Zdawać by się więc mogło, że dziś to po­wiedzenie straciło aktualność. A jednak raz po raz spo­tykamy się z ludźmi obłudnymi, o których Antoni Sło­nimski powiedział: ?Lepszy jest otwarty i szczery oponent od zawsze gotowego do usług podskakiwacza”.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.