W kawiarni

Kawa pochodzi z Afryki. Dzięki Arabom rozpow­szechniła się, objęła swym zasięgiem cały świat, jako napój, który pobudza umysł, usuwa zmęczenie. Pierw­sze kawiarnie powstały w Mecce na początku IX w. Zbierano się tam nie tylko po to, aby rozkoszować się aromatycznym napojem, ale także aby wymienić po­glądy, wesoło spędzić czas, śpiewając i tańcząc. W dru­giej połowie XVII w. kawiarnie zawitały do Europy, a w szczególności do Marsylii, Londynu i Paryża. Kawa weszła w modę i pito ją chętnie, przyrządzając tak, by była ? jak mówił minister spraw zagranicznych Napoleona, Talleyrand ? ?Czarna jak diabeł, gorąca jak piekło, czysta jak anioł i słodka jak miłość”.

Kawa była powszechnie używanym napojem w armii tureckiej, gdyż sądzono, ze wzmaga ona odwagę i dziel­ność. Po zwycięstwie pod Wiedniem, w 1683 r, zdoby­to bogate jej zapasy, które otrzymał Polak Kulczycki. Założył on też pierwszą kawiarnię w Wiedniu. A w Polsce? Zwyczaj picia kawy rozpowszechnił się dopie­ro w XVIII w. Kroniki podają, że w 1763 r. istniały już w Warszawie dwie kawiarnie. Jedna Za Żelazną Bramą, a druga ? bardziej reprezentacyjna ? przy Rynku Starego Miasta.

Dziś pije się w naszym kraju kawę dość powszech­nie, i czarną, i białą, w domu, i w kawiarni. Przyjem­nie jest przecież spotkać się ze znajomymi, pogawędzić o rozmaitych sprawach, posłuchać lekkiej, przyjemne] muzyki. Warto zatem poruszyć parę problemów z za­kresu dobrych obyczajów obowiązujących w tej do­stępnej dla wszystkich instytucji.

Wkraczając w progi jakiegokolwiek pomieszczenia, a więc także kawiarni i restauracji, mężczyzna zawsze otwiera drzwi kobiecie i wpuszcza ją przodem. Gdy towarzystwo jest liczniejsze, rolę ?odźwiernego” peł­ni albo mężczyzna ze strony zapraszającej ? ?gospo­darz”, albo ten, który jest najmłodszy wśród obec­nych.

Od momentu wkroczenia w progi kawiarni cała ini­cjatywa spoczywa też na mężczyźnie. To on, nigdy osoba obsługująca szatnię, pomaga towarzyszącej mu kobiecie zdjąć płaszcz lub inne okrycie, oddaje je do szatni i odbiera stamtąd numerek. Warto tu wspom­nieć, że kobieta nie ma obowiązku zdejmowania i zo­stawiania w szatni wierzchniego okrycia. Jej płaszcz, kożuch czy futro, to przecież nie tylko odzież, ale też ozdoba. Wypada zatem kobiecie usiąść przy ka­wiarnianym stoliku w tej kreacji. Jeżeli jednak, np. zgrzana, zechce ją zdjąć, nie kładzie obok ani nie wie­sza na krześle, lecz poprzez towarzyszącego mężczyznę odsyła do szatni.

Mężczyzna pierwszy wkracza na salę ze stolikami i, prowadząc za sobą kobietę, zmierza do wolnego sto­lika. Jest to jedyna (poza przypadkiem wysiadania z tramwaju, autobusu czy pociągu, kiedy to towarzysz wysiada pierwszy i, podając rękę towarzyszce, aseku­ruje jej wyjście) sytuacja, gdy mężczyzna nie daje kobiecie pierwszeństwa. Zwyczaj ten ma dwa uzasad­nienia. Jedno historyczne ? w dawnych latach tego typu miejsca bywały często Widownią burd i awantur (i dziś czasem niestety tak bywa), mężczyzna więc, idąc przodem, osłaniał kobietę i ?torował” jej drogę. Obecnie przypada mu dodatkowa rola. Nie często bo­wiem się zdarza, by kelner lub kierownik lokalu pro­wadził gości do wolnego stolika i wskazywał im miej­sca. Rola ta przeszła zatem na mężczyznę. Doprawdy śmiesznie to wygląda, gdy puszczona przodem przez ?dżentelmena” pani rusza na poszukiwanie wolnego stolika.

W tym miejscu warto wspomnieć o hierarchii miejsc na sali kawiarnianej lub restauracyjnej. Najlepsze stoliki, to te ustawione w rzędach pod ścianami, z nich bowiem obserwować można całą salę. Z powyż­szego zatem wynika, że najlepsze miejsce przy stoli­ku, to też te, z którego widać, co dzieje się w oto­czeniu. Do tych rzędów zatem kieruje swoje kroki mężczyzna i te miejsca proponuje paniom.

Staramy się wybierać stolik odpowiedni do liczby osób, które mają przy nich zasiąść. Zbyt mały spo­woduje bowiem pożyczanie krzeseł, potem ścisk i w sumie doprowadzi do bałaganu. Zbyt duży natomiast pociągnie za sobą słuszne niezadowolenie obsługi, która nie będzie miała gdzie pomieścić późniejszych gości, bądź też sprowokuje propozycję dosiądnięcia się obcego towarzystwa.

A propos dosiadania się. Chyba należy unikać go w ogóle. Nigdy bowiem nie wiemy na pewno, czy nie zepsujemy komuś ? zbyt delikatnemu, by nam od­mówić ? wieczoru, spotkania lub rozmowy. Ponadto zaś ryzykujemy odmowę, a ta zawsze, nawet podana w najuprzejmiejszy sposób, będzie dla nas przykra. Jeżeli już jednak podejmujemy to podwójne ryzyko, pamiętajmy: samotni mężczyźni nie proponują’ tego samotnym kobietom, kobiety ? mężczyznom, starsze małżeństwa ? zakochanym parom, pary młodzieńców ? starszym ludziom. Zresztą decyzja w tym przy­padku zależy nie tyle od wiedzy, ile raczej od wy­czucia i taktu.

Gdy przybędziemy na salę i zauważymy, że brak na niej wolnych stolików, nigdy nie stajemy nad głowami osób, które, wg naszej oceny, ?już kończą”. Czekamy na miejsca z dala: przy wejściu, obok bufe­tu itp. To, że ktoś, kto przyszedł później i ?rozepchnął się łokciami”, pierwszy zdobędzie stolik, nie zwal­nia nas przecież z dobrych obyczajów i delikatności.

Zajmując stolik, odsuwamy krzesło kobiecie ? po­magamy jej usiąść. Zwyczaj ten, już nie tak popular­ny jak dawniej, wart jest na pewno przypomnienia, zwłaszcza na uroczystych przyjęciach.

Zasiadłszy przy stoliku ? studiujemy menu. Po­winno ono właściwie już tam na nas czekać. Jeżeli go jednak brak ? albo czekamy na obsługę, albo męż­czyzna pożycza (zawsze oddając) je z sąsiedniego sto­lika. Nie on jednak, a tak wypadało dawniej, studiuje kartę. Podaje ją kobiecie (podobnie czyni kelner) i to ona pierwsza dokonuje wyboru i składa swoje zamó­wienie. Nie będzie jednak uchybieniem, gdy męż­czyzna odczyta kartę kobiecie, wysłucha jej życzeń, po czym złoży wspólne zamówienie.

Tu parę słów o stosunku gościa-klienta do kelnera, kelnerki. Nie trzeba już chyba powtarzać, że grzecz­ność, delikatność i kultura obowiązują wszystkich wobec wszystkich. Ale czy zawsze zdajemy sobie sprawę z naszych nietaktów. ?Pstrykanie” palcami, kiwanie ręką ? to wysoce niedelikatny sposób zwrócenia na siebie uwagi kelnera, świadczący ponadto o złych oby­czajach. Kelnerowi mężczyzna, jeżeli np. chce uregu­lować rachunek, sygnalizuje to lekkim kiwnięciem głową, odczekując przy tym na chwilę ku temu od­powiednią. Delikatność i zwykła trzeźwość umysłu każe również, by samotni mężczyźni nie pozwalali sobie na pochopny ?flirt” z kelnerką. Jej uśmiech i życzli­wość ? to tylko służbowy obowiązek, i jakże często złudzenia panów związane z takim ?podbojem” bywa­ją rozwiewane i przed chwilą uśmiechnięta i miła obsługa staje się na tyle tylko dostępna, na ile musi i potrafi się zmusić.

Przy stoliku kawiarnianym i restauracyjnym prowa­dzimy rozmowy, dyskutujemy, wymieniamy doświad­czenia. Warto więc i tu pamiętać o powściągliwości. Wszak nigdy nie wiemy, kto nas słucha, czyj znajo­my siedzi przy najbliższym stoliku. Przeto nie wymie­niamy nazwisk, nie mówmy rzeczy, które powinny być przeznaczone tylko do uszu naszego rozmówcy.

Spędzając czas przy ?pół czarnej” spotykamy przy­padkowo znajomych, siedzących przy innych stolikach. Gdy wzrok nasz napotka znajomą twarz, witamy się skinieniem głowy. Możemy również podejść na chwilę do dobrze znanej osoby, by uścisnąć dłoń i zamienić kilka słów. Nie robimy jednak tego, jeśli znajduje się ona w nieznanym nam towarzystwie. Czasami wcho­dząc do kawiarni spotykamy ludzi, z którymi utrzy­mujemy stosunki towarzyskie i służbowe. Podchodzi­my, witamy się i po kilku zdawkowych zdaniach od­chodzimy, gdyż nie możemy narzucać się towarzystwu, które prawdopodobnie spotkało się w określonym celu i nas nie zapraszało.

Właściwe zachowanie przy stole opisały już wcześ­niejsze rozdziały. W tym miejscu tylko parę słów o… popielniczce i herbacie. Pamiętajmy ? na stoliku do nas ?należą” tylko: to co jemy, czym jemy i na czym jemy. Reszta jest w dyspozycji wszystkich uczestni­ków spotkania. Nie zaśmiecamy zatem popielniczki serwetkami, ogryzkami, pestkami z owoców itp. Te zawsze odkładamy na bok naszych talerzyków. Doty­czy to zwłaszcza osławionej herbaty w torebce. Tej nigdy nie wypada wyrzucić po prostu do popielniczki. Jeżeli nie został do tego celu podany specjalny tale­rzyk, zużytą torebkę odkładamy z boku naszej fili­żanki (albo szklanki, bo w niej to najczęściej w Polsce serwuje się herbatę). Nie wykręcamy jej przy tym ani nie wyciskamy. Tu też warto zaznaczyć, że łyżecz­ka służy tylko do pomieszania płynu. Po tej czynności kładziemy ją z boku, na talerzyku obok filiżanki lab szklanki.

I wreszcie przychodzi czas na zapłacenie rachunku. Stroną płacącą jest z reguły ten, kto zapraszał. Różnie jednak bywa. Niekiedy każdy płaci za siebie, kiedy indziej rachunek będzie dzielony na równe części. Wy­pada więc jeszcze przed nawiązaniem kontaktu z kel­nerem umówić się tak, by w jego obecności nie pro­wadzić już dyskusji na ten temat. Licząc się z tym, że rachunek będzie dzielony na wszystkich, musimy być powściągliwi w zamawianiu, bo nie wszystkich stać na wystawne życie, a ci, którzy zamówią tylko her­batę z ciastkiem, będą musieli przecież dopłacić do naszej melby i koniaku.

Po zapłaceniu rachunku kobieta pierwsza wstaje od stołu. Może ona jednak dać tylko sygnał do odejścia i wtedy wypada, by mężczyzna pomógł jej wstać od stołu, tzn. odsunął jej krzesło, a potem postawił je z powrotem. Teraz już kobieta pierwsza podąża do szatni i tam czeka, aż jej towarzysz odbierze okrycie, pomoże jej ubrać się (znowu nie dopuszczając do tej usługi osoby obsługującej szatnię). Ostatni akord wspólnego pobytu w kawiarni, to, podobnie jak przy wejściu, usłużne otwarcie drzwi przed kobietą i wspól­ne opuszczenie lokalu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.