Dążenie do doskonałości

W poprzednim poście wyraziłem pogląd, że nie jest dobrze, kiedy tożsamość jednostki wiąże się zbyt ściśle ze sferą jej produktywności. Spójrzmy teraz na to od drugiej strony, bo jest przecież faktem, że osiągnięcia osobiste odgrywają niezmiernie ważną rolę w budowaniu poczucia własnej wartości. Dyskutowałem o tym kiedyś ze znajo­mym pisarzem, Arthurem Gordonem, kładąc szczególny nacisk na znaczenie dobrego mniemania o sobie. Spraw­dzałem niejako na swoim rozmówcy wyłożoną w poprzed­nim rozdziale tezę, iż stanowimy wartość nie tyle z racji naszej działalności, ile tego, kim jesteśmy naprawdę. Uś­miechnął się na to i powiedział:

– Nie zostaliśmy stworzeni po to tylko, aby ?być”, ale ?być kimś”, coś zdziałać. Nie uważam, że każdy musi od razu zostać światowej sławy pianistą, nie! Wy­starczy, że będzie dobrym, wielkodusznym człowie­kiem. A jednak ludzie jakoś nie chcą przechodzić przez życie bez dokonań. Nikt nie czuje się wartościowy bez świadomości, że tak czy inaczej zrealizował pewne cele życiowe.

Mój gość miał oczywiście rację. Tylko wtedy zysku­jemy wysokie mniemanie o sobie, kiedy odkrywamy swoje zdolności, a potem wytrwale robimy z nich użytek. Takie twierdzenie może wydać się sprzeczne z tym, co zostało powiedziane o ludziach, którzy właśnie przez pracę, i to katorżniczą, próbują się dowartościować. Zwróćmy jednak uwagę, że istnieje tu zasadnicza różni­ca: wartość osobista jednostki nie bierze się z jej doko­nań, ale dokonania są rezultatem tkwiącej w każdym z nas wartości. Dzieje się to tak: jeśli mamy choć trochę wiary we własną wartość – wiary opartej na przekonaniu, że stworzył nas kochający Ojciec na Swoje Boskie po­dobieństwo – z pewnością pojawi się w nas dążenie do wykorzystania danych nam talentów. Zapragniemy doko­nać czegoś, co nas przetrwa.

Dokonując rzeczy wartościowej, zyskujemy dodatko­wą ?premię” w postaci rosnącego szacunku dla samego siebie. Jesteśmy więksi i ważniejsi od tego, co robimy, ale rezultat naszego działania będzie stanowił istotną część składową tego, kim jesteśmy. Bez świadomości celu ży­ciowego nikt nie potrafi się zdobyć na zdrowe poszanowa­nie dla własnej osoby. Karl Menninger – podobnie zresztą jak wielu innych autorów – utrzymuje, że w życiu dobrze przystosowanej jednostki musi istnieć właściwa proporcja między zabawą, miłością i pracą.

A oto czwarta fundamentalna zasada budowania pew­ności siebie:

ZNAJDŹ SOBIE ZAJĘCIE, KTÓRE BĘDZIE SPRA­WIAŁO CI PRZYJEMNOŚĆ I KTÓRE BĘDZIESZ DOB­RZE WYKONYWAĆ; ĆWICZ TĘ UMIEJĘTNOŚĆ PRZEZ POWTARZANIE.

W pracy zatytułowanej Getting Rich Your Own Way (Osiąganie bogactwa na swój własny sposób) dr Srully Blotnick omawia wyniki dwudziestoletnich badań nad gru­pą 1500 mężczyzn i kobiet w przedziale wieku od lat dwu­dziestu do czterdziestu kilku. Osiemdziesięciu trzech przedstawicieli tej grupy dorobiło się w omawianym okre­sie milionowych majątków. Charakterystyczne, że wszys­cy ci ludzie mają trzy lub cztery cechy wspólne. Pierwszą jest to, że wcale nie planowali zdobycia bogactwa. Więk­szość pozostałych członków badanej grupy – przeciwnie, próbowała momentami dorobić się dużych pieniędzy, sto­sując w tym celu wszelkie znane metody przynoszące rze­komo szybkie zyski. Niestety, ani inwestycje, ani żadne inne plany zbudowania piramidy sukcesu nie przyniosły im powodzenia.

Każdy spośród osiemdziesięciu trzech milionerów bar­dzo wcześnie zdecydował się na specjalizację w wybranej, całkowicie absorbującej go dziedzinie, idąc za głosem swoich najgłębszych zamiłowań. Ta wczesna specjalizacja oraz wieloletnia praktyka sprawiły, że osoby te stały się znakomitościami w swoich dziedzinach, a co za tym idzie – pobierali bardzo wysokie pensje. (Kolejna ich cecha wspólna: nie szastali pieniędzmi jak reszta badanych osób. Rozsądnie je inwestowali). No i proszę pomyśleć! Po pięt­nastu, dwudziestu latach rzetelnej pracy okazało się nagle, że każdy ma na swoim koncie ponad milion dolarów! Zaskoczenie było tym większe, że pochłonięci ulubioną pracą, doskonaleniem swoich umiejętności, prawie nie zauważyli, jak i kiedy stali się bogaci. Siedemdziesiąt kilka procent tych, którym się tak powiodło, pracowało w cu­dzym przedsiębiorstwie – na miesięcznej pensji. Nie by­li ani właścicielami firm, ani geniuszami technicznymi

–    świadczyli po prostu usługi tym organizacjom i firmom, które mogły odpowiednio ich wynagradzać za wykonywanie jednego wysoko wyspecjalizowanego zajęcia, ale wy­konywanie go w sposób zdecydowanie ponadprzeciętny.

Ktoś, kto chce posłużyć się tą metodą w praktyce, musi koniecznie zacząć od dwóch podstawowych kroków:

  1. Rzetelnie oszacuj swoje zdolności w celu ustalenia, które z nich można by najskuteczniej wykorzystać.
  2. Narzuć sobie rygor praktycznego stosowania i us­tawicznego doskonalenia wybranej umiejętności – by stać się ekspertem w tej jednej konkretnej dziedzinie.
Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.