Oszacuj swoje zdolności

Jako psychoterapeuta stykający się na co dzień z ludź­mi mającymi problemy lub cierpiącymi na zaburzenia osobowości, zdecydowanie twierdzę, że każdy człowiek

–     bez względu na to, czy jest, czy nie jest upośledzony

–    posiada jakąś sobie tylko właściwą zdolność.

Horace Bushnell, wielki kaznodzieja z Nowej Anglii, mawiał:

W jakimś miejscu tego świata leży zadanie, które Bóg przeznaczył tylko dla ciebie; nikt inny nie zdoła wyko­nać tej pracy.

Niektórzy z nas zmuszeni są szukać swojego miejsca me­todą licznych prób i błędów, zapędzając się po drodze w kolejne ślepe uliczki, co przecież wcale nie znaczy, że nie mają zdolności. Jakiś talent z pewnością w nich drze­mie, aczkolwiek dobrze ukryty. Każdy człowiek jest wszak istotną częścią Boskiego planu.

Od dawna podziwiam pewną parafię w Waszyngtonie m. in. za to, że jej członkowie kładą tak wielki nacisk na wydobywanie z ukrycia ludzkich talentów. Każdy nowy wierny jest prawie od pierwszej chwili sondowany:, Jakie masz zdolności?” Dla członków zgromadzenia jest to rów­noznaczne z pytaniem: ?W jakim kierunku czujesz powo­łanie?”

Wydaje mi się, że w poszukiwaniu powołania popeł­niamy najczęściej dwa błędy. Po pierwsze, czekamy na jakieś bardzo spektakularne objawienie woli Bożej co do naszej drogi życiowej, gdy tymczasem powinniśmy rozu­mieć, że ten Boski zamysł na ogół jest już zapisany w na­turze danej jednostki i że objawia się przez jej zdolności. Po drugie, łatwo się zniechęcamy, bo wydaje nam się, że nasze zdolności są dość ograniczone w porównaniu z ta­lentami bliźnich. W rzeczywistości jednak nie chodzi tu zazwyczaj o prawdziwy talent, ale o energię zapewniającą tym innym sukces.

Ludzie nawet bardzo pewni siebie miewają nieraz tyle samo lub jeszcze więcej słabości niż ci pozbawieni wiary we własne siły, lecz na korzyść tych pierwszych działa istotna różnica postaw: zamiast roztrząsać swoje braki, starają się je kompensować, wykorzystując swoje silne strony.

Victor i Mildred Goertzelowie, autorzy świetnego stu­dium Cradles ofEminence (Kolebka sławy) zbadali środo­wisko rodzinne trzystu wybitnych osobistości z całego świata. Są to mężczyźni i kobiety powszechnie uznawani za luminarzy w swoich dziedzinach, tacy m. in., jak: Fran­klin D. Roosevelt, Helen Keller, Winston Chruchill, Albert Schweitzer, Clara Barton, Mahatma Gandhi, Albert Ein­stein i Zygmunt Freud. Dokładne badania ich sytuacji w domu rodzinnym przyniosły dość zaskakujące odkrycia.

Trzy czwarte badanych osób cierpiało w dzieciństwie z powodu ubóstwa, rozbicia rodziny bądź doznawało krzywd ze strony obojętnych, nadmiernie zaborczych lub dominujących rodziców.

Siedemdziesięciu czterech powieściopisarzy i drama­turgów (spośród zbadanych osiemdziesięciu pięciu) oraz szesnastu poetów (spośród dwudziestu badanych) pocho­dziło z domów, w których przed ich oczami rozgrywały się burzliwe sceny małżeńskie ich rodziców.

Ponad jedna czwarta badanej grupy dotknięta była upośledzeniami fizycznymi, takimi jak brak wzroku, słu­chu, uszkodzenie lub niedowład kończyn.

Jak więc ci ludzie doszli do tak niebywałych sukcesów? Najprawdopodobniej metodą kompensacji,to znaczy w ten sposób, że słabość w jednej dziedzinie równoważyli doskonaleniem się na innym polu. Jedna z tych osób tak

opisuje siłę sprawczą swoich późniejszych sukcesów:

Najdonioślejszy wpływ na całe moje życie wywarło to, że się jąkałem. Gdyby nie jąkanie, pewnie tak jak moi bracia studiowałbym w Cambridge, gdzie zostałbym następnie wykładowcą publikującym od czasu do czasu jakąś smętną dysertacją o literaturze francuskiej.

Osobą, która w wieku lat osiemdziesięciu sześciu wypo­wiedziała te słowa, był W. Somerset Maugham (nawiasem mówiąc, jąkał się do końca życia), pisarz o światowej sławie, autor ponad dwudziestu powieści, trzydziestu ut­worów scenicznych, dziesiątków opowiadań oraz esejów literackich.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.