Przeznacz trochę czasu na zabawę

Przez ?zabawę” rozumiem zupełnie coś innego niż ci faceci, którzy powia­dają: ?Ponieważ ciężko pracuję, to i bawię się do upadłego”. Jest to, nawiasem mówiąc, typowe zdanie dla pracoholików, skłonnych podejmować współzawodnictwo w każdej do­słownie dziedzinie. Ja myślę tu o pluskaniu się w morzu z pięcioletnim szkrabem czy choćby o rzucaniu patyków ulubionemu psu. Ten czas ma sprawić, byśmy stali się jak małe dzieci – zgodnie z tym, czego naucza nas Chrystus.
Poddaj się duchowej dyscyplinie
Ile razy kogoś podziwiam, tyle razy się okazuje, że osoba ta rygorystycz­nie przestrzega zwyczaju codziennego spotykania się z Bogiem. Spytałem kiedyś dr. Louisa Evansa, podówczas pastora największej na świecie wspólnoty Kościoła prezbiteriańskiego:

–    Na czym polega twój sekret?

Odpowiedział bez chwili wahania:

–     To proste. Żeby dawać coś z siebie, trzeba skądś czerpać.

Wyjaśnił mi następnie, że wchodzi do gabinetu o siódmej rano i aż do jedenastej nie przyjmuje żadnych wizyt ani telefonów. Godziny te poświęca modlitwie

I studiowaniu Pisma. Ludzie, którzy ?czerpią do głębi jestestwa” – by posłużyć się wzniosłą frazą filozofa Ralpha Walda Emersona – potrzebują czasu na modli­twę, słuchanie Słowa, jego rozważanie, rozkoszowanie się chód przez chwilę świadomością, że osłania ich płaszcz miłości Bożej.

A czego potrzebuje zagoniony pracoholik? Zmiany podstawowego kryterium własnej wartości. Przesunięcia akcentu z ?robić” i ?mieć” w stronę ?być”. Jesteśmy war­tością nie z powodu naszych osiągnięć, lecz dlatego, że jesteśmy stworzeni przez Boga. Ten jeden powód wystar­czy, by człowiek czuł pewność siebie. Gdy na tym funda­mencie oprzemy swoją wartość, stwierdzimy nagle ze zdziwieniem, że powstała harmonia między pracą, zabawą i miłością. Anonimowy mnich z pewnego klasztoru w Nebrasce napisał pod koniec życia:

Gdybym miał przed sobą drugie życie, Mniej bym popełnił błędów. O ileż byłbym łagodniejszy, bardziej giętki i głupszy, niż bywałem w tej oto podróży. Więcej bym świata zjeździł, ach, jak szalony Wdrapywałbym się na szczyty, pływał w tysiącu rzek, Oglądał co wieczór tysiączne zachody słońca! Chodziłbym na spacery, chodził i patrzył… Zamiast fasoli jadałbym góry słodkich lodów. Gdybym miał przeżyć życie po raz drugi,

Lżej bym je potraktował.

O, gdybym miał się jeszcze raz tu urodzić, wyruszyłbym w drogą boso o wiośnie / tak bym wędrował do późnej jesieni. Częściej bym jeździł na karuzelach I więcej zbierał stokrotek.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.